- To Andrzej - szepnąłem Zosi-Zosia
Okna |Gry Dla Dzieci |Materace Tempur
„— To Andrzej — szepnąłem Zosi.
Zosia przyglądała mu się z zaciekawieniem; Aa zwolniłem kroku, by go nie dogonić. Duże zmiany zaszły w moim życiu od chwili spotkania w tramwaju. Objąłem właśnie odpowiedzialne stanowisko, odniosłem pewne sukcesy w zawodzie, oczekiwał mnie wyjazd za granicę, znu,dzony małżeństwem zaczynałem rozglądać się .za kobietami, a te patrzyły na mnie przychylnym okiem wreszcie wstąpiłem na gładką drogę. Również cała wojenna przeszłość, dostatecznie zmumifikowana przez czas, przestała być powodem do dyskryminacji i przeszkodą w karierze. Ale choć nie czułem się już niczym zagrożony, choć wraz z powodzeniem w życiu narastała we mnie arogancka pewność siebie, na widok Andrzeja automatycznie zwolniłem kroku. Żadne zmiany nie mogły wymazać faktów, które stały między nami; wiedziałem o tym i to mnie irytowało. W obecnym stanie ducha gotów byłem rozgrzeszyć się ze wszystkiego, zwalając winę na wyjątkowe i nieludzkie czasy. Z dużym opóźnieniem zaczynając żyć prawdziwie, chciałem założyć czystą i nową hipotekę. Żywy Andrzej, przeniesiony z tamtych czasów, przeszkadzał mi w tym; poczucie winy zmieniało się w niechęć czy w nienawiść. Szliśmy tak powoli patrząc na wyblakłe tabliczki; niektóre przywoływały mgliste wspomnienia twarzy i postaci, a nawet okoliczności śmierci, ale cały czas kątem oka śledziłem oddalającą się sylwetkę Andrzeja, żeby przystosować krok do jego kroku. Tamci doszli do końca ścieżki i zamiast iść dalej, zawrócili. Spotkanie było nieuniknione. Wiedziałem, że Andrzej mnie dostrzegł; Basia, której nie spotykałem od lat, szepnęła mu coś, pewno moje imię; odpowiedział twierdzącym ruchem głowy. Zosia przyglądała się Andrzejowi przyciągając i jego spojrzenie; ja zawahałem się, ale zaraz uchyliłem kapelusza. Andrzej odpowiedział ukłonem ciągle patrząc na Zosię i minęlibyśmy się, gdyby nie Basia, osoba spontaniczna i nie wplątana w nasze porachunki.“(11)
Ortopeda Lublin |hotele zakopane |kominy
„— To Andrzej — szepnąłem Zosi.
Zosia przyglądała mu się z zaciekawieniem; Aa zwolniłem kroku, by go nie dogonić. Duże zmiany zaszły w moim życiu od chwili spotkania w tramwaju. Objąłem właśnie odpowiedzialne stanowisko, odniosłem pewne sukcesy w zawodzie, oczekiwał mnie wyjazd za granicę, znu,dzony małżeństwem zaczynałem rozglądać się .za kobietami, a te patrzyły na mnie przychylnym okiem wreszcie wstąpiłem na gładką drogę. Również cała wojenna przeszłość, dostatecznie zmumifikowana przez czas, przestała być powodem do dyskryminacji i przeszkodą w karierze. Ale choć nie czułem się już niczym zagrożony, choć wraz z powodzeniem w życiu narastała we mnie arogancka pewność siebie, na widok Andrzeja automatycznie zwolniłem kroku. Żadne zmiany nie mogły wymazać faktów, które stały między nami; wiedziałem o tym i to mnie irytowało. W obecnym stanie ducha gotów byłem rozgrzeszyć się ze wszystkiego, zwalając winę na wyjątkowe i nieludzkie czasy. Z dużym opóźnieniem zaczynając żyć prawdziwie, chciałem założyć czystą i nową hipotekę. Żywy Andrzej, przeniesiony z tamtych czasów, przeszkadzał mi w tym; poczucie winy zmieniało się w niechęć czy w nienawiść. Szliśmy tak powoli patrząc na wyblakłe tabliczki; niektóre przywoływały mgliste wspomnienia twarzy i postaci, a nawet okoliczności śmierci, ale cały czas kątem oka śledziłem oddalającą się sylwetkę Andrzeja, żeby przystosować krok do jego kroku. Tamci doszli do końca ścieżki i zamiast iść dalej, zawrócili. Spotkanie było nieuniknione. Wiedziałem, że Andrzej mnie dostrzegł; Basia, której nie spotykałem od lat, szepnęła mu coś, pewno moje imię; odpowiedział twierdzącym ruchem głowy. Zosia przyglądała się Andrzejowi przyciągając i jego spojrzenie; ja zawahałem się, ale zaraz uchyliłem kapelusza. Andrzej odpowiedział ukłonem ciągle patrząc na Zosię i minęlibyśmy się, gdyby nie Basia, osoba spontaniczna i nie wplątana w nasze porachunki.“(11)
Ortopeda Lublin |hotele zakopane |kominy